sobota, 10 sierpnia 2013

Gusta i guściki

Zacznę od tego, że moje dzisiejsze przemyślenia zapoczątkował obrazek na jednej ze stron pochłaniających rozum. Przedstawiał on "to co lubią mężczyźni i to czego oni nie lubią", a dokładniej chodziło o kobiecy wygląd. Dałam się nawet wciągnąć lekko w zaciekłą dyskusję prowadzoną przez nieznających siebie nawzajem ludzi. Oczywiście każdy z osobna z żarem bronił własnej racji i własnych kompleksów. Napadali na siebie, mądrzejsi próbowali przetłumaczyć coś głupszym, albo głupsi chcieli wykazać się wiedzą. Nie brakowało też komentarzy typu "ale ładna dziś pogoda w Etiopii". Strach się bać.
Nie rozumiem stwierdzenia, że komukolwiek, zarówno kobietom jak i mężczyznom, babciom, ciociom czy sąsiadowi zza płotu może podobać się to samo. Nawet mi, choć jestem młoda gust zmienił się już nie raz. Jeśli chodzi o mężczyzn podobają mi się różni. Czarni, biali, zieloni. Jedno zasadnicze pytanie: czy tak na prawdę to w ogóle się liczy? Spójrzmy racjonalnie. Jeśli ktokolwiek przez całe życie, od urodzenia aż do teraz miał ten sam ideał, znalazł go i jest z takowym w związku niech podniesie rękę. Niech podniosą ręce Ci, którzy mają identyczny gust jak dwoje innych. No lasu rąk nie widzę. Dlaczego więc media i my, normalni ludzie kreujemy sobie jakieś niestworzone ideały? Czy tak na prawdę nie dzieje się tak, że osoba jako całokształt staje się dla nas ideałem? Nie chcę wdać się tu w pseudointelektualny wywód o związkach i miłości, ale na motylą nogę co się z Wami dzieje, ludzie? Temat przemaglowany jak trzydziestoletnie prześcieradło, ale jak można siedzieć cicho kiedy świat wariuje? Media, które tak strasznie kreują nasz światopogląd już od najmłodszych lat zaplatają coraz dłuższy warkoczyk. Zastanawiałeś się kiedyś, mój drogi czytelniku czy jeśli nie miał byś w domu telewizora, radia, INTERNETU myślałbyś tak samo jak teraz? Kiedy mi przyszła ta myśl do głowy poczułam się okropnie. Odpowiedź na pytanie, które sobie zadałam brzmi stanowczo: nie.
Ale, ale... Pomyślałeś kiedyś jak łatwo jest nam poszerzać wiedzę i wzbogacać swoje własne Ja? Teraz. Za czasów kiedy księgarnie są na każdym rogu i uwaga: można kupić tam książki. Kiedy nie palą już nimi w piecach, kiedy nasza myśl i słowo są wolne. Kiedy wiedza jest darmowa, kiedy możesz dowiedzieć się wszystkiego, nauczyć wszystkiego. Pomyślałeś? Jest więc jednak dobra strona zmian jakie wprowadza w nas świat i ludzie.
Nie raz słyszałam, że Ci tam niby nami rządzący zamykają nam wciąż usta. Może. Może odrobinę, ale jak wolni jesteśmy w porównaniu z poprzednim stuleciem. Jak dużo wiemy i jak dużo możemy wiedzieć. Możemy też mówić i pisać. Więc ja piszę, może z błędami i może nie wszyscy się ze mną zgodzą, ale piszę. Bo chcę podzielić się z Wami tym co ja myślę.
Pozostaje nam chyba tylko nie pozwolić, żeby ta część sieci, która nas więzi nie zagasiła naszego własnego Ja. Jednak bierzmy z tej sieci to, co dobre garściami. Bo jest tego równie dużo jak tego bezsensownego. Zachowajmy równowagę i przede wszystkim myślmy. Nad tym co robimy i czy to, co robimy zabiera nam coś, czy coś daje. Sama, mimo, że to wiem daję się często przyłapać na bezmyślnym przeglądaniu bezsensu i absurdu, ale walczę z tym nogami i rękami.
Zastanówmy się po prostu co jest ważne. Nic nie musisz, ale pomyśl ile MOŻESZ.
                                                                                                     Pozdrawiam Gekomanka

czwartek, 1 sierpnia 2013

Epoka "infantylizmu"

Siedząc bezczynnie przed telewizorem podskoczyłam słysząc dzwoniący telefon. W słuchawce usłyszałam przyjemny głos mojego faceta. Wpadł na chwilę żeby pożyczyć mi gazetę. Dokładniej dodatek to czwartkowej "Wyborczej". Moment później z uśmiechem na ustach rozciągnęłam się na miękkim fotelu zerkając na jeden z amerykańskich seriali kryminalnych po czym otworzyłam poły wielkiej szarej gazety. Od czasu pierwszego tknięcia jednej z gazet codziennych nie miałam takowej w rękach. Niesamowite jak łatwo można się do czegoś zrazić. Jedną z rzeczy których nie toleruję jest polityka, a że w tego typu drukach jest jej najwięcej krzywiłam się na sam widok.
Po twarzy musnął mnie zapach tuszu i szarego papieru. Z trudem przebrnęłam przez pierwsze zdanie, ale po chwili dość mocno się wciągnęłam w artykuł. Szczególnie przypadł mi do gustu tekst Krzysztofa Vargi. Nazwał on naszą epokę "infantylizmem". Nie mogłam nadziwić się temu jakże trafnemu określeniu.
Zgadzam się w stu procentach, że dziś świat jest odrobinę naiwny. Wszystko traktuje się z wierzchu, a ludzie idą ku zatraceniu. Tak to przynajmniej wyglądało do póki nie zastanowiłam się głębiej.
Biorąc za przykład średniowiecze. Czy to, że jak ogólnie wiadomo nie była to epoka mądrości ludu oznacza, że nie rodzili się wtedy ludzie inteligentni? Czy znaczy to tyle, że obecna wtedy "moda" tłamsiła ich osobę i nie pozwalała się jej rozwijać? Zastanawiając się dalej spojrzałam badawczym wzrokiem na renesans. Tak. To zdecydowanie epoka ludzi mądrych i wykształconych. Tylko czy to oznacza, że było ich więcej niż wcześniej bo ludzkość nagle się zmieniła? Czy po prostu dano jej możliwość rozwoju, a dzieki "modzie" to właśnie ich tym razem było bardziej widać?
Według mnie ludzi inteligentnych zawsze było jest i będzie mało. I nasze życie zależy od tego do którego ideału będziemy dążyć. Czy skierujemy się w stronę bydła ślepo pędzącego za "modą" czy do rozwoju własnej indywidualności.
Teraz nasuwa się kolejne pytanie. Czy epoka w której żyjemy będzie wielbiła rozum czy głupotę? Nie mniej jednak zawsze ludzie inteligentni będą barwnie ubranymi wariatami machającymi bezładnie rękami nad głowami tłumu szarych zombiaków. Miejmy nadzieję, że wrócą czasy kiedy będziemy znów dążyli do rozwoju siebie, a nie tylko naszego ubranka.
                                                                                                                    Gekomanka